I LIGA: Porażka z Podbeskidziem na zakończenie ligi w tym roku

Niestety passa siedmiu spotkań bez porażki zakończyła się w ostatnim ligowym meczu w tym roku. Nasi piłkarze MKS Kluczbork przegrali kolejny mecz o przysłowiowe sześć punktów tym razem z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:3. W sobotnie południe pokazaliśmy się z dwóch stron. Pierwsza połowa dla nas, druga dla Podbeskidzia.

Ostatni mecz w tym roku przyszło grać dwóm drużynom w bardzo trudnych warunkach. Przesiąknięta, miękka murawa sprawiała dużo problemów zawodnikom i chociaż warunki były takie same zarówno dla MKS-u jak i Podbeskidzia, to nasi rywale spisywali się w nich lepiej.

To, że goście w ostatnich swoich meczach schodzili do szatni z podniesionymi głowami prowadząc po 45 minutach, a po 90 zostawali pokonani zupełnie nic nie znaczyło. W sobotę było dokładnie na odwrót. To my wygrywaliśmy do przerwy po golu w 37 minucie Niziołka, ale w drugiej połowie Podbeskidzie prowadziło atak pozycyjny strzelając nam 3 bramki. Zimny prysznic trwał zaledwie 15 minut, ale żeby się zrehabilitować nasi zawodnicy będą musieli poczekać teraz aż 4 miesiące.

W 8 minucie meczu mieliśmy pierwszą groźną okazję. Sobota zagrał prostopadle do Nitkiewicza, ale ten został złapany na spalonym, jednak Linka dobrze wyszedł z bramki i tak pierwszy dopadł do futbolówki. Chwilę później Sobota sfaulowany został na 17 metrze. Sam zdecydował się na uderzenie prawą nogą, ale trafił tylko w mur.
Po drugiej stronie z dystansu niecelnie strzelał Patejuk, a później z prawego skrzydła dośrodkował Matawu, ale główka Ganowicza również minęła bramkę Stodoły.

W 19 minucie na lewej stronie sfaulowany został Sobota. Tym razem futbolówkę ustawił Adamczyk. Lewą nogą uderzył technicznie, ale Linka sparował piłkę lecącą w jego prawy narożnik. Później mógł dobijać Kazimierowicz, jednak minął się z futbolówką. Do niej dopadł na 16 metrze Niziołek, a widząc wysuniętego golkipera zdecydował się go lekko lobować, ale minimalnie się pomylił.

W 31 minucie kolejna groźna okazja z naszej strony. W pole karne piłkę otrzymał Półchłopek. Mając na plecach zawodnika zdołał się obrócić, a później strzelał, jednak nieczysto trafił i futbolówka minęła bramkę obok prawego słupka. Cztery minuty później odebraliśmy rywalom piłkę na środku boiska. Półchłopek od razu zagrał na wolne pole do Soboty. Ten w pojedynku biegowym z obrońcą nie dał mu szans, wpadł w pole karne, ale prawą nogą przestrzelił, a powinno być 1:0.

Minutę później MKS wyszedł już wreszcie na prowadzenie. Nitkiewicz z lewej strony zagrał przekątną piłkę do Niziołka. Nasz pomocnik dobrze przyjął od raz zabierając się z piłką w kierunku bramki. Dobiegł na 18 metr, a potem technicznym strzałem przelobował wychodzącego bramkarza. Przed przerwą strzelał jeszcze dwa razy z dystansu niecelnie Jarosz.

Po zmianie stron od pierwszych minut goście prowadzili atak pozycyjny. Nam to w ostatnich spotkaniach było nawet na rękę, ale niestety nie dzisiaj. Bramką wyrównującą pachniało coraz bardziej w miarę upływu czasu. W 58 minucie trener gości przeprowadził pierwszą bardzo dobrą zmianę. Na boisku pojawił się Bagnicki. Już chwilę po swoim wejściu wpadł w pole karne z prawej strony, ale strzelił tylko w boczną siatkę.

Zanim był remis to my mieliśmy szansę ze stałego fragmentu gry. Przed polem karnym jeden z graczy odbił futbolówkę ręką. Drugą szansę z rzutu wolnego otrzymał Sobota. Tym razem strzelił nad murem, ale Linki nie pokonał, bo ten pewnie chwycił futbolówkę.

W 69 minucie był remis. Bagnicki tym razem przedarł się lewą stroną i od słupka doprowadził do wyrównania.
Przyjezdni poczuli szansę zgarnięcia punktów i domagali się szybkiego wznowienia gry ze środka. My mieliśmy dwa rzuty rożne, ale po nich nic nie wyszło. W między czasie na murawę wszedł Tuszyński. Gra szybko przeniosła się pod pole karne MKS-u. Po akcji z prawej strony i małym bilardzie kibice gości widzieli już futbolówkę w siatce, ale po dobrej interwencji Stodoły przyjezdni mieli tylko korner z prawej strony. Po dośrodkowaniu z niego futbolówka już była w naszej bramce. Głową dobrze strzelił Konieczny.

Po objęciu prowadzenia goście nie skupili się na obronie, i mieli kolejne okazje. W 83 minucie Bagnicki strzelał z prawej strony, a futbolówkę na róg musiał parować Stodoła. Po wznowieniu gry z prawej strony przyjezdni po chwili wywalczyli kolejny korner, ale tym razem z drugiej strony. Tam piłkę ustawił Rocki i bezpośrednim strzałem, łapiąc Stodołę na wykroku, celnie uderzył.

MKS Kluczbork – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:3 (1:0)

Bramki: Rafał Niziołek 37′ – Piotr Bagnicki 69′, Bartłomiej Konieczny 75′, Piotr Rocki 85′

Skład MKS-u: Stodoła, Odrzywolski, Jagieniak, Orłowicz, Adamczyk, Nitkiewicz, Nizołek (Szczepaniak 82′), Kazimierowicz, Nowacki, Sobota (81′ Sobotta), Półchłopek (73′ Tuszyński).

niziolpodb

Bramka Niziołka w 37 minucie nie dała MKS-owi Kluczbork punktów po 90 minutach gry w ciężkich warunkach / Fot. Piotr Mazurczak




Więcej informacji z tej kategorii

Więcej informacji tego autora

rss Podpisy tego użytkownika

Tagi: , , , 

Comments

Trackbacks