IV LIGA: Czarne chmury nad całością w Dobrodzieniu w przenośni i dosłownie
W sobotnie popołudnie rezerwy MKS II Start Dobrodzień rozegrali na własnym boisku mecz z LZS-em Piotrówką. Miał być ciekawy pojedynek dwóch drużyn z czołówki IV ligi, a tym czasem piłkarze, oraz także sędziowie dostosowali się do ekstremalnych warunków atmosferycznych i przechodzącej nad Dobrodzieniem burzy.
Chwilę po pierwszym gwizdku nad stadionem zaczęło grzmieć, a po chwili mocno padać. Czarne chmury, jak się potem okazało, zebrały się nad gospodarzami. Deszcz nie pozostawił na piłkarzach suchej nitki, a kibice nie pozostawili suchej nitki na poziomie meczu i na sędziach, bo po 90 minutach wszyscy byli bardzo rozczarowani poziomem prowadzenia meczu.
Pierwsza połowa, jak to pierwsza połowa w wykonaniu rezerw. Mało okazji na bramkę, dużo biegania, walki w środku pola i braku wyczucia przy ostatnim podaniu. Kiedy już zawodnik stworzył przewagę w konkretnej akcji, później źle podawał i o sytuacji bramkowej można było szybko zapomnieć. W efekcie tego piłkarze do szatni schodzili z zerowym dorobkiem bramkowym. Nasze rezerwy swoją najlepszą okazję miały po dośrodkowaniu z prawej strony i strzale głową Kowalczyka.
W drugiej połowie obie strony chciały wreszcie coś ustrzelić. Pierwsza kontrowersyjna decyzja zapada parę minut po wznowieniu gry. Szczygieł wpada w pole karne z Nzerumbaye, obaj w ostatniej fazie dobiegu do turlającej się piłki wyciągają do przodu swoje nogi. Ktoś dotyka futbolówkę, która wylatuje za linię końcową. W efekcie walki obaj na śliskiej nawierzchni tracą równowagę i przewracają się, a sędzia wskazuje na jedenastkę… O mały włos cieszący się z tej decyzji goście nie przeliczyli się, bo po uderzeniu z wapna kapitana Rudka futbolówka ugrzęzła w bramce dopiero po odbiciu się od poprzeczki, a później od ziemi. Od tego momentu nie grzmiało już tylko i wyłącznie na niebie, ale również na trybunach. Wiązanki epitetów w kierunku sędziów były już stałym dodatkiem tego słabego widowiska.
Taki obrót sprawy nie spodobał się podopiecznym Roberta Płaczkowskiego. Ruszyli do ataku, odsłaniali się i narażali na kontry, które były dosyć szybkie, jak na ligę, w której z roku na rok poziom spływa po równi pochyłej. W 70 minucie Szczygieł powstrzymywał jednego z graczy Piotrówki, ale nie dał mu rady. Zawodnik gości uwolnił się z pod jego opieki na prawej stronie, a potem w indywidualnej akcji stanął oko w oko z Pawłem Chałubcem, jednak przestrzelił. Jak się po chwili okazało sędzia wezwał do siebie naszego obrońcę, a później sięgnął do kieszonki po drugie żółtko i miejscowi musieli grać w osłabieniu.
Rezerwy nie spoczęły i mimo tego dążyły do wyrównania. Jednak sędzia liniowy nie zamierzał współpracować z ostatnim obrońcą MKS-u II, Pawłem Gierakiem, który próbował łapać gości na spalonym. Czy one były czy nie, to pozostawimy do oceny komuś innemu, jednak liniowy rzadko podnosił chorągiewkę. Goście co chwilę gościli w polu karnym gospodarzy i nas ośmieszali. Kiwali się już nawet z pustą bramką i zdołali strzelić jeszcze dwie bramki. Po czterech doliczonych minutach, czas było skończyć tą komedię. Piotrówka dzięki wygranej jest bardzo bliska awansu do III ligi.
MKS II Start Dobrodzień – LZS Piotrówka 0:3 (0:0)
MKS II: Chałubiec, Honc, Chatkiewicz, Szczygieł, Dachowski, Hober, Krzęciesa, Gierak, Kowalczyk, Włoch, John.
- >> Zobacz GALERIĘ. Są już zdjęcia z meczu
Fot. Piotr Mazurczak




Kibice psioczyli ale nie na sędziego tylko na trenera
start umarł